Który prawdziwy ogrodnik ma czas wiosną na siedzenie przy komputerze, kiedy natura szaleje. Ogrody wystrzeliły nie wiadomo kiedy. Trawa wymaga czochranka i jedzonka. Krzaczki stoją w kolejce do barbera, a Mili Klienci po zimowym śnie jakoś bardzo rozmowni.

Prace pielęgnacyjne w ogrodzie wiosną to prawdziwy wyścig z czasem. Najlepiej zacząć, kiedy jeszcze wydaje się, że jeszcze lepiej nie zaczynać. Wcześnie. Wprawdzie wolę odświeżać trawnik w rozkosznych promieniach wiosennego słoneczka. Wiadomo: krótkie portki, klapki, ciemne oksy. Rozkosz! Jednak czekając na piękne warunki pogodowe można przegapić naturalny start przyrody. A Ona startuje naprawdę szybko.

Na trawniki warto wejść gdy tylko temperatura średniodobowa podniesie się do 5°C. Niby trawa śpi, a jednak już się zaczęło. To znaczy, zacznie się jak podlejemy. I to porządnie podlejemy. To już właściwie norma. Ostatnie wiosny to jakaś Sahara! Zero wody roztopowej. Słabe opady bieżące. W ziemi po prosty nie ma wody dostępnej dla roślin. Więc włączamy nawodnienie. Nie straszne nam kilkustopniowe przymrozki. Jeśli system „chodzi”, zwłaszcza o jakiejś wczesnoporannej godzinie, to nic mu się nie stanie! A trawa nam się odwdzięczy. Po kilku dniach takiego podlewania, wyłączamy system na dwa-trzy dni i przystępujemy do „czochranka”!!

Wertykulacja przyda się każdemu trawnikowi. No może w pierwszym roku po posianiu można sobie odpuścić. Potem to już „must have” Same plusy: odfilcowujemy, przewietrzamy, dręczymy chwasty. Przed tym zabiegiem koniecznie krótko skosić trawnik. Krótko, to znaczy KRÓTKO!!! Więc mamy taki plan koszenie-wertykulacja-nawożenie-podlewanie.

Czym nawozić?! a to zależy od zasobności portfela naszego Kochanego Klienta. Pełna gama nawozów dedykowanych trawnikom. Zawsze mają sporo azotu -N- potem, fosfor -P- i potas -K- plus dalej wszystko co się da dodać. Na rozwój korzeni- zmielone algi- mój ulubiony Florendi, na mech- pewnie związki żelaza, albo wapń, na wybarwienie itd. Ja robię sobie mieszanki z tych „cudownych” i całkiem pospolitych. Cenowo wychodzi fajnie, a trawa zadowolona. Zazwyczaj sieję 4 kg/ 100 m2. Często pięć. Cóż ręka rozrzutna.

No i podlewanie. Bo na deszcz, który nam to wmyje do gleby raczej nie ma co liczyć.

Mam wrażenie, że żaden ogrodnik.

Przecież przyroda nie zrobiła sobie wolnego tylko dla tego, że jeden gatunek uważający się za wyjątkowy, zachorował z powodu ataku drugiego gatunku. Notabene, ten drugi jest tak prymitywny, że trudno nawet stwierdzić czy żyje!

Czytaj dalej

Mamy murarki. Dostalismy zaczyn murarkowy od Michała miejskiego pszczelarza. Co fajne pszczoły murarki nie mają żądeł, więc są wymarzone dla dzieci. Joachim jest zafascynowany, ja troszkę też.

murarki

Człowiek nawet nie zauważył jak minął następny rok. Dobry rok. Wszystkim Wam życzę Rodzinnych Świąt. Spokoju i ciepła, pysznego makowca i kolorowej choinki.

Kochany portal Gardenista, nawet zimą potrafi pocieszyć.